wtorek, 17 maja 2016

1. Czyli wytłumaczenia nadszedł czas..

Dzień dobry, witajcie, cześć! Witam ponownie i znów przyszedł czas na tłumaczenia. Osoby, które parę miesięcy wstecz odwiedzały mnie regularnie, pewnie w tym momencie wybuchnął śmiechem prosto w monitor, ale... powrotów nadszedł czas... 
Pewnie zdziwi Was fakt, dlaczego wszystkie wcześniejsze wpisy zostały w trybie natychmiastowym usunięte z bloga. Przede wszystkim dojrzałam do wielu spraw i to co robiłam wcześniej nie było spełnieniem moich 'wirtualnych' marzeń, stąd też wpis, który właśnie czytacie jest numerem jeden. 
Druga połowa roku 2016 będzie okresem zmian i dużych kroków. Może zacznę od początku...
W lutym br. podjęłam bardzo ważną decyzję. Mianowicie postanowiłam zmienić pracę. Decyzja podjęta przeze mnie zbyt pochopnie, ponieważ nawet nie miałam niczego 'na oku'. Setki roznoszonych CV, pięć rozmów o pracę, pięć razy odmawiałam (oczywiście już po rozmowie). Powody były różne - 6zł za godzinę - praca dwa razy w tygodniu po 3-4h - beznadziejne podejście pracodawcy do pracownika } to te główne powody przez, które do tej pory borykam się i jestem na bezrobociu, OLOSIE jak to brzmi! 
Na szczęście mam w sobie jeszcze trochę zaparcia i dalej działam w tej kwestii, aczkolwiek chwile zwątpienia przychodzą do mnie częściej niż bym się tego spodziewała.

Właśnie w momencie, gdy przyszedł do mnie owy kryzys, a zwątpienie sięgało zenitu dostałam wiadomość od mojej przyjaciółki ze słowami wsparcia i otuchy. Że może to tylko chwilowe, że musi być gorzej, żeby później było tylko lepiej. Z Kingą widujemy się stosunkowo bardzo rzadko. Wszystko jest spowodowane faktem, że dzieli nas spory kawał drogi (ok. 1000km w jedną stronę). Ale do czego zmierzam... My - jak to typowe baby siedząc i wirtualnie pijąc ze sobą wino, wspominając czasy podstawówki (bo od tamtej pory się znamy) i gimnazjum, i liceum (boże! jak ten czas szybko leci!), wyobrażałyśmy sobie jak pięknie byłoby znów mieszkać w jednym mieście i mieć znów czas dla siebie i spędzać go ze sobą jak najwięcej. Milion pomysłów w głowie, ale cel jeden! Otóż... najprawdopodobniej od połowy sierpnia będę kontaktować się z Wami z bawarskiego Monachium i jestem tak podekscytowana tym faktem! 
Oczywiście jadę tam z Mateuszem, by budować naszą wspólną przyszłość i chyba to w tym wszystkim jest najpiękniejsze.

Wyrwałam się do sierpnia, ale wcześniej mamy jeszcze lipiec, który będzie dla mnie naprawdę ciężkim miesiącem, ponieważ wtedy wypada mi obrona pracy licencjackiej. Mój egzamin składać się będzie z dwóch części, I. Praktyczna - najprawdopodobniej 2 lipca (dzień po moich urodzinach - mam nadzieję, że sprawię sobie piękny prezent), II. Teoretyczna - typowa obrona pracy, którą sama piszę, 16 lipiec - CHYBA.

Jeżeli natomiast chodzi o tematykę bloga, śmiało pokusiłabym się tu o stwierdzenie lifestyle. Będzie tu wszystko co w danym momencie mnie zainteresuje. Ktoś może pomyśleć - jak COŚ jest o wszystkim, to jest o niczym... Hm, zostań ze mną dłużej, a obalę ten MIT.

Jeżeli wszystko pójdzie pięknie, to będę najszczęśliwsza. I Wam też tego życzę! 


3 komentarze:

  1. Najgorzej jest właśnie jak trafisz "z deszczu pod rynnę" w pracy, masakra. Życzę Ci, żebyś znalazła w końcu jakąś fajną robotę gdzie nie będziesz się niczym przejmować :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje ślicznie! Mam nadzieje ze właśnie tak będzie!

      Usuń