sobota, 30 lipca 2016

5. Przygotowań nadszedł czas..

Dzień dobry, cześć! Ten tydzień wyciągnął ze mnie całą energię, która dotychczas mi towarzyszyła. Uh, dobrze, że dobiegł już końca i teraz czas jedynie na błogie lenistwo. Szkoda tylko, że pogoda płata nam figle i ze słonecznego dnia robi się deszcz i zawierucha, która zniechęca dosłownie do wszystkiego!

Olosie - został jedynie tydzień i wyjeżdżam. Stres i czarne myśli towarzyszą mi przez większość dnia. Muszę zacząć ogarniać powoli rzeczy i przyswoić myśl, że nie jadę tam odpoczywać na wakacje, tylko jadę tam ŻYĆ i mieszkać!

Nie wiem co mam ze sobą wziąć, czego nie brać, nie wiem w co się spakować, nie wiem kiedy następnym razem będę w Polsce, a jedyne co wiem, to to, że NIC nie wiem. Straszne uczucie. Jestem przerażona. Żegnam stare życie i witam nowe. Nie wiem czy lepsze. Mam taką nadzieję. Plany i marzenia są wielkie. Trzymajcie wszyscy kciuki, abym po przyjeździe opisywałabym Wam to wszystko z wielką ekscytacją i żeby uśmiech nie schodził mi z ust. 
Nie będzie już seksu w wielkim mieście, a kiinsza w wielkim mieście! 

Tymczasem wysyłam Wam buziaków sto i odwiedzę Was jeszcze w tym tygodniu! 


niedziela, 17 lipca 2016

4. halo! to znowu ja!

Znów nadszedł czas długiej rozłąki. Półtora miesiąca przerwy i strzelam sobie w głowę, bo nie dotrzymałam obietnicy. Cóż... Praca pochłonęła mój cały czas. Dosłownie. Były dni, w których zwyczajnie wychodziłam z domu o godzinie 8, a wracałam o 21.30. I gdzie tu w takiej sytuacji myśleć o blogu? 
Zmieniło się, od tygodnia nie pracuję, zważając na fakt pt. 'nauka do obrony'. Poświęcenie opłaciło się! Od piątku (15 lipca) jestem licencjatem fizjoterapii (?). Taaak, moja radość była tak wielka, że łzy leciały jak głupie! 
Zważając na problemy, które napotkałam na swojej drodze, to jestem dumna, że mi się udało. Bo tak naprawdę do końca nie wiedziałam czy uda mi się obronić, a dzień przed byłam nawet pewna, że nie. Nerwów było mnóstwo, ale w tym momencie jestem przekonana, że ze wszystkim sobie już poradzę. Szkoda tylko, że wszyscy we mnie wierzyli, a ja tą 'wiarę' zgubiłam gdzieś po drodze.

Wczorajszy dzień/wieczór/noc również należały do tych najpiękniejszych. Koncert MęskiegoGrania zostanie w pamięci na zawsze. Wspaniała organizacja, ludzie, artyści, a ja? Czułam się jak w niebie - w moim własnym raju.Ciarki towarzyszące przez cały koncert, momentami nawet łzy w oczach. Przepłaciłam to zdrowiem - przez 3/4 koncertu lało jak z cebra - ale nie żałuję! Gdybym mogła powtórzyłabym to jeszcze raz! 

Plany na najbliższe dni? Czas zacząć ogarniać wszystkie kwestie związane z wyjazdem. W końcu 9 sierpnia wyjeżdżam do Monachium. Trzymajcie kciuki, aby sprawy związane z tym wydarzeniem również rozwiązały się pomyślnie.