piątek, 16 grudnia 2016

8.

Halo! Naprawdę ostatni raz byłam tutaj w sierpniu? Kilka słów wyjaśnień, bo od sierpnia zmieniło się naprawdę DUŻO. 
Wyjazd tutaj był dla Nas najbardziej ryzykowną decyzją w życiu. Przyjechaliśmy tutaj tak naprawdę do niczego. Bez mieszkania, bez pracy, z autem pełnym naszych rzeczy i z przekonaniem, że to jest miejsce, w którym chcemy żyć. I tak naprawdę, gdyby nie fakt, że pracę udało mi się zdobyć naprawdę szybko, bo już po miesiącu mogłam cieszyć się z tego, że ją posiadam, to z pewnością już by nas tu nie było. 
 Jestem opiekunką dwóch chłopców, a ich dom jest moim drugim domem tutaj, bo spędzam tam 3/4 czasu w ciągu dnia. Mimo, że narzekam na brak czasu do życia, to ta praca właśnie daje mi życie i wiem, że się w niej spełniam. Może nie jest to spełnienie moich marzeń, ale daje mi dużą lekcje i wiele się tam uczę. Tak i poznałam znaczenie słowa CIERPLIWOŚĆ, a moja szefowa jest najlepszą szefową na świecie. Bezsprzecznie. 
Nasze życie tutaj to ogromny rollercoaster. Po tylu wzlotach i upadkach jestem dalej w tym miejscu gdzie jestem i wiem, że najbliżsi są ze mnie dumni. Bo to JA dźwigam na barkach cały ten ciężar, to JA musiałam stać się Panią domu, to JA musiałam stać się dojrzalsza, szanować pieniądze i dbać o swojego faceta jak nikt. Zresztą... wcale nie musiałam. JA CHCIAŁAM. 
Święta tuż tuż... Za tydzień o tej porze będę pakować prezenty pod choinkę, lepić uszka i cieszyć się z rodziną po całonocnej podróży.
Nowy rok będzie początkiem czegoś lepszego. Przeprowadzka do nowego miejsca, w końcu pierwszego, wspólnego, samodzielnego kąta, o którym marzę już od miesięcy. 
I udowodnię ludziom, którzy brzydko mówiąc pluli mi pod nogi, że da się, że można i że karma wraca. ZAWSZE.

Tak i jestem czarownicą. Możecie się śmiać. Ale wszystko o czym śnię się spełnia. Naprawdę. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz