niedziela, 16 kwietnia 2017

9.

Już chyba nie zamierzam się tłumaczyć i stresować siebie i Was powodem mojej nieobecności tutaj. Znów bardzo długiej rozłąki z blogiem. Ostatni czas mi nie sprzyjał. Nie miałam go nawet dla siebie, dla eM, dla rodziny, w zasadzie dla nikogo, a co dopiero myśleć o blogu, który miał być moją odskocznią od codzienności. W zasadzie moja codzienność w ostatnich 4 miesiącach opierała się na przesiadywaniu w pracy od godziny 8 do 20; + dodam do tego 1h przejazdu do miejsca pracy. Miejsce, w którym ZNAJDOWAŁAM się przez ostatnie 8 miesięcy wyżarło ze mnie normalność. Życia prywatnego nawet nie miałam. Moja determinacja przeobraziła się chyba w obsesje i desperacje. I nie wstydzę się o tym mówić. Czytałam dziś ostatni wpis i ekscytację powrotem do Polski na święta. Tak naprawdę uświadomiłam sobie, że szczęście jest tak bardzo pojęciem względnym, że widzę co wtedy uważałam za szczęście, a co tym (kolejny raz) szczęściem jest dziś. Podjęliśmy bardzo ważną, ciężką w zasadzie decyzję o powrocie na stałe do Polski. Wiem, co mówiłam Wam jeszcze kilka miesięcy temu i jak bardzo cieszyłam się wyjazdem do Monachium. Ale wszystko ma swoje plusy i minusy. Ale uwierzcie mi, że plus widziałam jeden - piękne miasto. Zeżarła mnie tęsknota i uświadomiłam sobie, że pieniądze to nie wszystko. 
Pomyślałam, że o plusach i minusach życia za granicą, a konkretnie w Monachium napiszę w następnym wpisie. Oczywiście będzie to tylko i wyłącznie moja opinia, każdy ma prawo do własnej. 

Natomiast jeśli chodzi o plany na przyszłość? Za tydzień mam wizytę u ortodonty - bardzo ważny dla mnie dzień. A od października chcę wrócić na studia. Myślę o kosmetologii w Łodzi. Ewentualnie rozmyślam jeszcze nad studiami podyplomowymi Spa & Wellness. Wybór należy do mnie. Jedno jest pewne - chcę się kształcić i w dalszym ciągu uczyć. Bo jak nie teraz, to kiedy...? 
A tymczasem spędzam czas z lampką wina, w świątecznym nastroju. Btw. wesołych, pięknych i radosnych świąt!

piątek, 16 grudnia 2016

8.

Halo! Naprawdę ostatni raz byłam tutaj w sierpniu? Kilka słów wyjaśnień, bo od sierpnia zmieniło się naprawdę DUŻO. 
Wyjazd tutaj był dla Nas najbardziej ryzykowną decyzją w życiu. Przyjechaliśmy tutaj tak naprawdę do niczego. Bez mieszkania, bez pracy, z autem pełnym naszych rzeczy i z przekonaniem, że to jest miejsce, w którym chcemy żyć. I tak naprawdę, gdyby nie fakt, że pracę udało mi się zdobyć naprawdę szybko, bo już po miesiącu mogłam cieszyć się z tego, że ją posiadam, to z pewnością już by nas tu nie było. 
 Jestem opiekunką dwóch chłopców, a ich dom jest moim drugim domem tutaj, bo spędzam tam 3/4 czasu w ciągu dnia. Mimo, że narzekam na brak czasu do życia, to ta praca właśnie daje mi życie i wiem, że się w niej spełniam. Może nie jest to spełnienie moich marzeń, ale daje mi dużą lekcje i wiele się tam uczę. Tak i poznałam znaczenie słowa CIERPLIWOŚĆ, a moja szefowa jest najlepszą szefową na świecie. Bezsprzecznie. 
Nasze życie tutaj to ogromny rollercoaster. Po tylu wzlotach i upadkach jestem dalej w tym miejscu gdzie jestem i wiem, że najbliżsi są ze mnie dumni. Bo to JA dźwigam na barkach cały ten ciężar, to JA musiałam stać się Panią domu, to JA musiałam stać się dojrzalsza, szanować pieniądze i dbać o swojego faceta jak nikt. Zresztą... wcale nie musiałam. JA CHCIAŁAM. 
Święta tuż tuż... Za tydzień o tej porze będę pakować prezenty pod choinkę, lepić uszka i cieszyć się z rodziną po całonocnej podróży.
Nowy rok będzie początkiem czegoś lepszego. Przeprowadzka do nowego miejsca, w końcu pierwszego, wspólnego, samodzielnego kąta, o którym marzę już od miesięcy. 
I udowodnię ludziom, którzy brzydko mówiąc pluli mi pod nogi, że da się, że można i że karma wraca. ZAWSZE.

Tak i jestem czarownicą. Możecie się śmiać. Ale wszystko o czym śnię się spełnia. Naprawdę. 



czwartek, 25 sierpnia 2016

7. Radość, przeprowadzka i poznajemy Monachium...

Trudno w to uwierzyć, bo w poniedziałek minął drugi tydzień odkąd tutaj przyjechaliśmy... Dni płynął tutaj bardzo szybko. Już zdążyliśmy oswoić się z miastem, nowym otoczeniem, ludźmi. I wiecie co? Już w tym momencie nie wyobrażam sobie powrotu do ojczyzny, a co dopiero będzie później. Znalazłam tutaj swoje miejsce, swój azyl i jest mi tutaj naprawdę dobrze.
Zdążyliśmy również zapisać się już do szkoły języka niemieckiego i jestem tak podekscytowana, że najchętniej poszłabym tam już dziś. Niestety muszę czekać do 12 września..

Czeka mnie jeszcze jedna przeprowadzka, która zbliża się do Nas wielkimi krokami. I cieszę się niezmiernie, bo będzie to wielki krok w przód.

Chcę się wszystkim nachapać póki mam jeszcze czas, póki jeszcze nie pracuje. Dlatego codziennie jeżdżę, zwiedzam i cieszę się tym wszystkim.

Na blogu również szykuję zmiany, sami zresztą zobaczycie. Tylko dajcie mi jeszcze trochę czasu, a obiecuję - nie zawiodę!




Isar


Englischer Garten 


Allianz Arena 

wtorek, 16 sierpnia 2016

6. Czyli pierwsze wrażenie i hej przygodo...

Witam Was baaaaardzo serdecznie z nowego miejsca, nowego domu! 
Przez ostatni tydzień byłam całkowicie odcięta od wirtualnego świata. Ale jestem, dotarłam, żyję i mam się świetnie! Dla niezorientowanych - od dokładnie tygodnia jestem mieszkanką Monachium.

W poniedziałek zajechaliśmy nocą, podróż była męcząca i ciągnęła się strasznie. Zważając na fakt, że wyglądaliśmy jak cygany, z torbą na kolanach (dosłownie), zapakowani po sam dach - komfortu ZERO. Ale przetrwałam, mimo gorąca i braku klimatyzacji w samochodzie.

Pierwszy akcent monachijski - podświetlona na czerwono Alianz Arena, która wryła nas w asfalt. Coś pięknego, naprawdę! Później zaczęły się zabudowania, a ja zbytnio nie byłam podniecona tym faktem, patrząc na to jak bardzo przeżyłam rozłąkę i pożegnanie. Ale... później było już lepiej!
Jestem tutaj tydzień, a naprawdę nie wiem od czego mam zacząć, bo zdarzyło się już tyle, co normalnie zdarza się w ciągu miesiąca.

Szczęście nie odstępuje nas na krok. Pomijając jedyny defekt - pokój, który wynajęliśmy znajduje się 30km od centrum. I nie jest to 'pestka' bo średnio w ciągu dnia spędzam 4h dziennie w komunikacji miejskiej, przesiadając się z busa, do UBahn'a (metro) i odwrotnie. Na szczęście (znów) od 1 września lądujemy praktycznie w samym sercu Monachium, dziesięć minut drogi od boisk treningowych Bayernu Monachium, w małej kawalerce przy samej stacji metra.

A jeżeli chodzi o Bayern - to szczęście osiągnęło poziom najwyższy, gdy podczas jednego ze spacerów trafiliśmy wprost na sesję zdjęciową całej drużyny.

Natomiast w piątek spędziliśmy rodzinnie dzień, bo odwiedzili nas moi rodzice i przywieźli nam resztę szpargałów - bo wiadomo, jak to przy przeprowadzce bywa - uzbierało się ich naprawdę dużo.

Obecnie jestem sama jak palec w naszym pokoju i tak przez najbliższe trzy tygodnie. Powód? Kolejny szczęśliwy news. Mateusz dostał pracę i właśnie siedzi w Austrii i tyra jak wół. Haha!

Nawet nie zdajecie sobie sprawy jaka jestem tutaj szczęśliwa. Jak dużo dał mi ten wyjazd i jak bardzo ruszyłam do przodu. To była najlepsza decyzja jaką w życiu podjęłam i cieszę się, że mam wokół siebie tak wspaniałych ludzi, bo gdyby nie oni nie byłoby mnie w tym miejscu. 


me


mylove 


 MarienPlatz


FC Bayern Monachium

sobota, 30 lipca 2016

5. Przygotowań nadszedł czas..

Dzień dobry, cześć! Ten tydzień wyciągnął ze mnie całą energię, która dotychczas mi towarzyszyła. Uh, dobrze, że dobiegł już końca i teraz czas jedynie na błogie lenistwo. Szkoda tylko, że pogoda płata nam figle i ze słonecznego dnia robi się deszcz i zawierucha, która zniechęca dosłownie do wszystkiego!

Olosie - został jedynie tydzień i wyjeżdżam. Stres i czarne myśli towarzyszą mi przez większość dnia. Muszę zacząć ogarniać powoli rzeczy i przyswoić myśl, że nie jadę tam odpoczywać na wakacje, tylko jadę tam ŻYĆ i mieszkać!

Nie wiem co mam ze sobą wziąć, czego nie brać, nie wiem w co się spakować, nie wiem kiedy następnym razem będę w Polsce, a jedyne co wiem, to to, że NIC nie wiem. Straszne uczucie. Jestem przerażona. Żegnam stare życie i witam nowe. Nie wiem czy lepsze. Mam taką nadzieję. Plany i marzenia są wielkie. Trzymajcie wszyscy kciuki, abym po przyjeździe opisywałabym Wam to wszystko z wielką ekscytacją i żeby uśmiech nie schodził mi z ust. 
Nie będzie już seksu w wielkim mieście, a kiinsza w wielkim mieście! 

Tymczasem wysyłam Wam buziaków sto i odwiedzę Was jeszcze w tym tygodniu! 


niedziela, 17 lipca 2016

4. halo! to znowu ja!

Znów nadszedł czas długiej rozłąki. Półtora miesiąca przerwy i strzelam sobie w głowę, bo nie dotrzymałam obietnicy. Cóż... Praca pochłonęła mój cały czas. Dosłownie. Były dni, w których zwyczajnie wychodziłam z domu o godzinie 8, a wracałam o 21.30. I gdzie tu w takiej sytuacji myśleć o blogu? 
Zmieniło się, od tygodnia nie pracuję, zważając na fakt pt. 'nauka do obrony'. Poświęcenie opłaciło się! Od piątku (15 lipca) jestem licencjatem fizjoterapii (?). Taaak, moja radość była tak wielka, że łzy leciały jak głupie! 
Zważając na problemy, które napotkałam na swojej drodze, to jestem dumna, że mi się udało. Bo tak naprawdę do końca nie wiedziałam czy uda mi się obronić, a dzień przed byłam nawet pewna, że nie. Nerwów było mnóstwo, ale w tym momencie jestem przekonana, że ze wszystkim sobie już poradzę. Szkoda tylko, że wszyscy we mnie wierzyli, a ja tą 'wiarę' zgubiłam gdzieś po drodze.

Wczorajszy dzień/wieczór/noc również należały do tych najpiękniejszych. Koncert MęskiegoGrania zostanie w pamięci na zawsze. Wspaniała organizacja, ludzie, artyści, a ja? Czułam się jak w niebie - w moim własnym raju.Ciarki towarzyszące przez cały koncert, momentami nawet łzy w oczach. Przepłaciłam to zdrowiem - przez 3/4 koncertu lało jak z cebra - ale nie żałuję! Gdybym mogła powtórzyłabym to jeszcze raz! 

Plany na najbliższe dni? Czas zacząć ogarniać wszystkie kwestie związane z wyjazdem. W końcu 9 sierpnia wyjeżdżam do Monachium. Trzymajcie kciuki, aby sprawy związane z tym wydarzeniem również rozwiązały się pomyślnie. 


poniedziałek, 30 maja 2016

3. Czyli FITgirl

Dzień dobry kochani! Poniedziałek okazał się szczęśliwym dniem! Taak, dobrze czytacie. A wszystko za sprawą pracy, którą właśnie w dniu dzisiejszym dostałam. W końcu! Po trzech miesiącach absencji. Cieszę się jak głupia, ale więcej szczegółów zdradzę Wam po pierwszym dniu.

Moda na bycie #fitgirl wbiła się do świata z wielkim hukiem. W dobie internetu nie ma osoby, która nie znałaby Chodakowskiej, Lewandowskiej czy Szostak. Każda z Nas chce być szczupła, mieć nogi do nieba i talie osy. Można powiedzieć, że jedzenie owsianki na śniadanie, kurczaka na obiad i przynajmniej godzina treningu dziennie (podążając oczywiście za dzisiejszymi trendami) powinno być normalnością. Ja nigdy nie miałam problemu z byciem szczupłą, zawsze starałam się dbać o figurę, a ćwiczenia były dla mnie czymś normalnym. 7 lat gry w siatkówkę, epizody w postaci jazdy konnej, piłki nożnej (tak, tak dokładnie) czy tenisa zawsze zobowiązywały mnie do trzymania formy. Do tej pory jeżdżę codziennie na rowerze (mniej więcej godzinę dziennie) i ćwiczę indywidualnie w domu. Btw czy wiecie, że regularna jazda na rowerze powoduje spalenie zbędnej tkanki tłuszczowej - ok. 1 kg miesięcznie, dodatkowo wpływa idealnie na brzuch, nogi i pośladki? Dla mnie bomba!
Większość ćwiczeń wykonuję w domu (oczywiście pomijając rower). Idealnie sprawdza się przy tym aplikacja, którą odkryłam przez YT. PumpUP nazwałabym takim fitINSTAGRAMEM. Dodajemy tam zdjęcia swoich przemian, jedzenia czy rzeczy, które mogą nas motywować do działań. Dodatkową funkcją tej aplikacji są zawarte tam zestawy ćwiczeń. Poniżej przedstawię Wam właśnie te ćwiczenia, które wykonuję sama w domu z pomocą PumpUP. 


Na stronie głównej pokazują nam się propozycje, które mogą nas zainteresować lub zdjęcia osób, które obserwujemy. 


Przesuwając palcem w prawo wyświetlają nam się trzy kategorie. Ćwiczenia, waga, oraz aktywności, o których za chwilę... 


Sportów w dziale 'aktywności' mamy mnóstwo. Klikając w poszczególną podstronę wyświetla nam się czas wykonywania danego ćwiczenia, intensywność oraz spalone kalorie. 

Przejdźmy do ćwiczeń...
Zestaw nazywa się 'ABSoBOOTYlicious'. Ćwiczenia te wpływają na trzy partie: nogi, brzuch, pośladki. 
Oczywiście jest tam mnóstwo innych zestawów, aczkolwiek ten spodobał mi się najbardziej. Do wykonania tych ćwiczeń nie potrzebuję nic innego jak: maty, butelki wody i motywacji
Ćwiczenia pokazywane są bardzo dokładnie. Przedstawione są w postaci animacji. 




 
 


Jak widzicie pod każdym ćwiczeniem pokazana jest ilość serii i czas wykonywania. W momencie, gdy naciskamy przycisk start (którego niestety nie udało mi się uchwycić) czas leci, po czym mamy 30sekund przerwy. Lektor o wszystkim nas informuje, więc nie musimy co chwilę zerkać na telefon. Jak dla mnie idealne. 

A Wy jakie macie nastawienie do ćwiczeń, zdrowej żywności i całego fitświata?